MPK największym, najpotężniejszym źródłem inspiracji – po kilkunastu przejażdżkach publicznym transportem człowiek zaczyna rozumieć ideę ludobójstwa. Napotkane w autobusach i tramwajach historie wgryzają się w ucho bez uprzedzenia. Chcesz czy nie, dosięgają cię swoimi mackami, wtajemniczając w rodzinne historie, miłosne dylematy i opowieści z krypty. Widziałaś, jaki ta Kaśka ma trądzik? Ponoć po odstawieniu tych tabletek antykoncepcyjnych tak pogorszyła jej się cera. I dobrze jej tak, do kościoła to zapitala co niedzielę, a po kątach to bóg wie, co robi – opowiada wzburzony głos za mną. Trochę chce mi się śmiać, bo oczyma wyobraźni widzę starszą panią w berecie i z parcianą torbą w kratę. Kara boska na nią spadła, jednak jest jakaś sprawiedliwość na tym świecie – odpowiada głos numer dwa. Uśmiecham się pod nosem, myśląc: cóż za piękna, ironiczna riposta. Nie jest mi jednak do śmiechu, kiedy odwracając się poznaję współtowarzyszki niedoli – to na oko moje rówieśniczki, które wcale nie żartują.
W tramwaju, do którego się przesiadam nie jest lepiej. To przez Macierewicza tak się stało – krzyczy głos. To wina Tuska, że bilety autobusowe tak cholernie podrożały – odpowiada dwójka. Drugi raz tego samego dnia dostaję w twarz, bo autorami słów nie są dziadkowie zmęczeni życiem, dla których wina Tuska jest zwrotem-wytrychem, nawet nie zbuntowane berety, ale dwaj młodzi studenci, nieskalani jeszcze mocą prawdziwego życia.
Ja wysiadam.
fot. Paweł Bielecki
spodnie: vero moda, bluzka, czapka: sinsay, torebka: vero stilo, buty: clarks, okulary: ray-ban